Dzień dobry, jestem Ania
Wszystko zaczęło się od mojego ślubu w 2019 roku. Szukałam wyjątkowego prezentu dla rodziców — czegoś, co można wręczyć podczas ceremonii i co zostanie na zawsze. Trafiłam wtedy na scrapbooking: zamówiłam ręcznie robiony album, a oglądając, jak powstawał, pomyślałam — przecież ja też tak mogę. Kupiłam papiery, nożyczki, kilka narzędzi. Pierwszą kartkę zrobiłam dla rodziny, na Boże Narodzenie. I tak już zostało — dziś mam za sobą 231 realizacji, a Boże Narodzenie wciąż jest moim ulubionym kartkowym sezonem.
Przez pierwsze lata robiłam kartki tylko dla najbliższych — wieść o nich rozchodziła się pocztą pantoflową, od uroczystości do uroczystości. Ten sklep to kolejny krok tej samej drogi: te same techniki, ta sama radość, tylko pudełko z gotowymi kartkami w końcu przestało się mieścić na półce.
Wieczorami, przy dużym biurku
Do kartek siadam wieczorami, kiedy w domu robi się spokojnie. Mam swój kącik twórczy z dużym biurkiem: kolorowe papiery, koronki, wstążki, pudełka pełne perełek i kwiaty, które wcześniej sama formuję z foamiranu — płatek po płatku, podgrzewając każdy, żeby nabrał naturalnego kształtu. Nad jedną kartką potrafię siedzieć trzy godziny: przekładam elementy, sprawdzam, co ze sobą gra, a bywa, że prawie gotową kompozycję rozkładam i zaczynam od nowa. Czasem siadam „na chwileczkę”, a gdy podnoszę głowę, jest północ. Pod biurkiem śpią wtedy Tofik i Pixie — moje dwa psy, które asystują mi przy każdej kartce.
Najważniejsza kartka, jaką zrobiłam, miała złote skrzydła anioła. Powstała dla bliskiej mi osoby w trudnym czasie — wtedy zrozumiałam, po co właściwie są kartki: potrafią powiedzieć to, czego na głos powiedzieć nie umiemy. Z tą myślą robię każdą następną.
Druga miłość: ogród
Miłości do roślin nauczył mnie tata. Miał trzy córki i żadnego syna, więc to my sadziłyśmy z nim drzewka i kopałyśmy dołki — jako nastolatka uważałam to za mordęgę, ale tata mówił, że do kochania roślin trzeba dorosnąć. Miał rację. Dziś za domem mam ogród pełen róż, lawendy i hortensji, mały warzywnik i różową taczkę, którą widać z kosmosu. Wiosną i latem praktycznie tam mieszkam — i to właśnie z ogrodu przychodzi na moje kartki tyle kwiatów.
Przy papierze i przy roślinach mam ciszę, której nigdzie indziej nie ma. Nie muszę być wtedy nikim innym — jestem po prostu Anią. Jeśli masz w głowie kartkę, której nie ma w sklepie, opisz mi ją — takie zadania lubię najbardziej. A cały proces, od arkusza papieru do koperty, pokazuję na stronie Jak powstaje kartka.